piątek, 10 kwietnia 2015

Moje czasoumilacze: Czerwona malina i różowy grejpfrut z Yankee Candle


Od początku roku Yankee Candle rozpieszcza swoich klientów i wypuszcza na rynek kolejne limitowane kolekcje. W przeciągu minionych trzech miesięcy pojawiły się na naszym rynku już dwie limitowane edycje zapachów oraz wiosenna kolekcja Q1, którą miałam już przyjemność przedstawić Wam tutaj. Dziś chciałabym wziąć pod lupę jedną z limitek, a są nią walentynkowe zapachy z kolekcji "Love Is In The Air". Zapraszam po dawkę nowych, aromatycznych doznań :)


Różowy grejpfrut to owoc, który smakiem niekoniecznie mi odpowiada. Jak dla mnie jest zbyt cierpki i gorzki, i zawsze mam problem ze zjedzeniem go w całości. Natomiast jego zapach jest energetyzujący i pobudzający, przez co uwielbiam wszelkie kosmetyki o takich nutach zapachowych. Podobnie jest w przypadku wosku Pink Grapefruit - po stopieniu go w kominku ulatnia się cierpki, gorzkawy i owocowy zapach grejpfruta, który dodaje siły, motywacji i chęci do działania. Nie wyczuwam w nim chemicznych nut - jak dla mnie to 100% natury :) Tarta na sucho, w opakowaniu pachnie bardzo intensywnie i początkowo obawiałam się, że będzie to killer nie do wytrzymania. Na szczęście po rozpaleniu delikatnie traci na tej intensywności i pomieszczenie wypełnia się przyjemnym aromatem.


Maliny, maliny... uwielbiam. Pod każdą postacią. Nieważne, czy zerwane prosto z krzaczka, w formie dżemu, soku, lodów, czy jako zapach kosmetyków. Maliny to jedne z moich ulubionych owoców, przepięknie pachną i są jedyne w swoim rodzaju. Niestety jeżeli chodzi o zapach kosmetyków z tą nutą zapachową często pojawia się problem chemicznego, sztucznego aromatu. A jak jest z woskiem Red Raspberry? Po stopieniu go w kominku pomieszczenie wypełnia się intensywnym i mocnym aromatem tychże owoców. Czerwone maliny od Yankee są soczyste, delikatne, słodkie, ale jakby z odrobinką kwaskowatości. Zapach tego wosku jest bardzo mocny, a jednocześnie nie przysparza o ból głowy, dzięki czemu staje się on niesamowicie wydajny. Palony w jednym z pokoi na piętrze był wyraźnie odczuwalny na parterze. Kompozycja ta zdecydowanym krokiem załapała się na moją top listę zapachów Yankee Candle.


Według Yankee Candle tegoroczne walentynki miały pachnieć owocowo i soczyście. Jednak kompozycje te sprawdzą się świetnie nie tylko na walentynki, jako dopełnienie romantycznej atmosfery, ale i na wiosnę czy lato, dopieszczając nasze zmysły owocowymi nutami. Moim zdaniem te zapachy są jak najbardziej udane i nabrałam ochoty na malinową świecę :) A jeśli któryś z zapachów Was zaintrygował, to pamiętajcie że jest to edycja limitowana i niedługo mogą zniknąć ze sklepów...

13 komentarzy:

  1. Pink Grapefruit wąchałam i bardzo mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawi mnie ten grejfrutowy :)
    Pozdrawiam serdecznie, Mój blog/ klik! :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Pink Grapefuit jest super ;) Orzeźwiający, w sam raz na gorące dni :)
    yankeemaniaczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Czerwona malina pachnie cudowne! :) A grejpfruta jeszcze nie odpalałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. znam oba i chyba wolę malinkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie malinowy nie pachnie malinami :( a tego drugiego jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo lubie owocowe zapachy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od zapachu grapefruita wolę jego smak, a więc całkiem odwrotnie niż Ty. Malinkę chętnie bym wypróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  9. I nowy Yankee ;) ten grapefriutowy byłby dla mnie najlepszy chyba :) lubie 'motywujace' do dzialania zapachy :) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam dużą świece tych malinek i uwielbiam.. ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam oba woski i bardzo je lubię, ale ja w ogóle jestem wielbicielką zapachów owocowych :) grapefruit jest tak rzeczywisty, a malinki takie słodkie i soczyste.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wyrażenie swojej opinii :)